Chleb nasz powszedni cz.1

2006-07-27-12-45-14W wakacje na Mszy św. niedzielnej, gdy ksiądz czytał ewangelię,  co najmniej ze cztery razy usłyszeliśmy, że ludzie potrzebują chleba i że ten chleb Pan Jezus użyje jako znak Jego samego. Jego nauki o chlebie słuchający go nie wszyscy do końca zrozumieli. To było dla nich za wiele. Dzisiaj o wiele łatwiej jest nam zrozumieć i pojąć to, do czego Pan Jezus prowadził.

Zgromadzeni wokół ołtarza zawsze reprezentujemy całą ludzkość, w jej imieniu oddajemy Bogu należną cześć. Publicznie wyznajemy, że On jest Panem i właścicielem wszechświata, że On jest dawcą życia i tego, co do życia potrzebne. Symbolem, znakiem dobroci Boga jest chleb. Ten chleb – owoc ziemi i owoc pracy ludzkiej – ofiarujemy Ojcu Niebieskiemu.

W imieniu wszystkich ludzi, którzy pracowali nad tym, by ziemia wydała chleb i imieniu tych wszystkich, którzy go będą spożywali, składamy Bogu dzięki. Błagamy Go również, by przemienił tę cząstkę naszej pracy, trudu, tę cząstkę naszego życia, w pokarm potrzebny do podtrzymania życia nadprzyrodzonego. Przynosimy to, co nasze i wyznajemy, że także i to w wielkiej mierze jest darem Boga. Składamy o prosimy, by w swojej dobroci ubogacił nas pokarmem dającym życie wieczne.

Nieco historii.

Chleb jest znany od wieków. Jedli go już Fenicjanie, Grecy, Rzymianie, Żydzi. Był on podstawą ich pożywienia. Grecy przypisywali początki chleba bogini Cererze. W epoce Homera używali do wypiekania podłużnych form. Już wtedy istniały szczegółowe przepisy co do wagi i formy bochenków.

W Rzymie za czasów Augusta było około 330 piekarzy, którzy wypiekali chleb z mąki mielonej we własnych młynach wodnych. Byli oni zrzeszeni w stowarzyszenie pod patronatem bogini ogniska domowego Westy i nie mogli wykonywać żadnego innego rzemiosła.

Żydzi wypiekali chleb w popiele. Abraham, gdy przyszli goście rzekł do Sary: … prędko zaczyń ciasto z trzech miar najczystszej mąki i zrób podpłomyki (Rdz 18,6). Aby strudzonym w drodze Żydom do Ziemi Obiecanej dawał siły, aby też nie psuł się podczas drogi, pieczono go bez zaczynu, robiono tzw. Żydowską macę.

Jedno należy stwierdzić, że organizm ludzki przywykł do chleba, jak rośliny do słońca, bez którego promieni nie mogą żyć. Gdybyśmy przez dłuższy czas nie jedli chleba, organizm nasz upomni się o niego. Ciekawe, że chleb nigdy nam się nie przeje, jak to bywa z innymi pokarmami. Był i jest uważany przez całe wieki  za  smaczny i zdrowy.

Wymowny symbol.

Przyjęło się na całym świecie, że przy powitaniu zacnego gościa podaje się chleb. Chlebem witamy dostojnych gości zarówno świeckich jak i duchownych. Tak bywa w czasie dożynek kościelnych na Jasnej Górze czy państwowych oraz  w naszych parafiach. Tak bywa, gdy wita się młodą parę, dający jej bochen chleba. Jest to symbol wymowny; jest to symbol obfitości, szczęścia i powodzenia w nowo założonej rodzinie, jest to symbol najwyższej, szczerej gościnności.

Poszanowanie chleba.

Dawniej bardziej szanowano chleb niż dzisiaj. Kiedyś nasze babki i matki rozpoczynając krojenie bochenka chleba kreśliły na nim znak krzyża świętego. Wynosiliśmy z domu rodzicielskiego poszanowanie dla chleba. Starsi ludzie podnosili z ziemi małe drobiny chleba, gdy przypadkiem upadły i całowali je. Nic więc dziwnego, że nasz wielki poeta Cyprian Norwid, tęskniąc za Ojczyzną na emigracji pisał: „Do kraju tego, gdzie kawałek chleba podnoszą z ziemi przez uszanowanie dla darów nieba, Tęskno mi Panie”. Wszystkie dzieci wiedziały, że chleb rodzi się na polu, że trzeba zebrać zboże, wymłócić je i zemleć ziarna na mąkę. Dzisiaj dzieci wiedza, że chleb kupuje się w markecie lub na targu.

Chleb był uważany za dar nieba. Nic też dziwnego, że zbierano także skwapliwie tzw. Pokłosie czyli pojedyncze złamane kłosy, które nie mogły być zżęte i po koszeniu pozostawały na rżysku. Pięknie opisuje to zbieranie wybitny uczony prof. St. Pigoń:

„ Trud to był niewielki, ale żmudny. Przydzielano go dzieciom. Kiedy snopy zwieziono pod dach i łan zgrabiono, matka dawała nam koszyk i wysyłała na pokłosie. Dla malców to było nie łatwe zadanie. Młoda, ostra ściernina raniła bose stopy, grzbiet bolał od ustawicznego pochylania się, na palcach rąk wydrapujących z trawy krótkie ułomki robiły się zapaznokcice krwawiące i bolesne, słońce prażyło, a zagony jeszcze nie przeszukane jakby się wydłużały.

Wyzbierawszy potracone kłosy, samiśmy je suszyli, wybijali ziarna a soczysty plon odnosili matce. Mełła go i starym prawem zwyczajowym z mąki tak uzyskanej piekła osobne bocheneczki, którymi obdarzała chodzących po prośbie”( Wstęp do książki; Miłe życia drobiazgi). Te bocheneczki to chleb pracy,  znoju i cierpienia podany w ofierze jak miłość opuszczonym przez życiowe szczęście i najbliższych.

Jak daleko odeszliśmy od tamtych lat! Jak nie szanujemy chleba. Ile go jeszcze wala się po klatkach schodowych i w koszach na śmieci, nawet w szkołach i w salach katechetycznych. A przecież w pieśni modlimy się:

„ Boże z twoich rąk żyjemy, choć naszymi pracujemy
Z Ciebie plenność miewa rola my zbieramy z Twego pola.
Wszystko Cię, mój Boże chwali aleśmy i to poznali,
Że najmilsza Ci się stała pracująca ręki chwała.
Co rządzisz ziemią i niebem, Opatrujesz dzieci chlebem
Tyś nam dał urodzaj złoty My Ci dajem trud i poty”

Kardynał Stefan Wyszyński w książce zatytułowanej „Z rozważań o chlebie” napisze: „Gdyby kromka chleba mogła przemówić, gdyby otworzyła swe usta i opowiedziała swoje drogi, zdumielibyśmy się, ile w niej cudów mądrości Bożej, ile wielkości i zwykłości! Zda się złoto i błoto, zda się radość i pot czoła, zda się niepokalaność i gnój. Z misterium wszechmocnej potęgi i niemrawego trudu, z mieszaniny niebios i ziemi, z krzątaniny Oracza Niebieskiego i rolnika, w tysięcznych przemianach Bożo-ludzkiej alchemii jawi się głodnym oczom błogosławiony dar. Któż go zdoła ocenić. Mówią, że ojciec uznojony, gdy wróciwszy ze żniwnego pola, patrzy radośnie omdlałym okiem na spożywczy zapał swych dzieci. Mówią, że głodny, gdy przez szybę na wystawie widzi chleb… Mówią, że więzień obozu koncentracyjnego, gdy oblicza pożądliwym mózgiem każdą kromkę i kruszynę…

Posłuchaj tajemnicza kruszyno! Moi nauczyciele mówili mi przed pół wiekiem, że rozpoznają twoją tajemnicę. Potężna fabryka zastąpi rozległe pola. Tam rodzić będzie twoje następne pokolenie. Przyjdzie do nas w reklamowych workach, przyniesie złociste, upiększone, pełne, spotęgowane może spożywcze i życiodajne. Skończysz już z błotem i nawozem! Tak mówiono mi przed pół wiekiem. Ale dotąd pop dawnemu przynoszą cię z pól i z nawozu. Moja tajemnica?- szepcą mi wyschłe wargi ziarenka! Nie zdołasz jej odsłonić. Możesz znać wszystkie szczegóły bytowania, wszystkie czynniki składowe mego życia… Ale tu kres twoich dociekań. W obliczu mej tajemnicy nic ci nie pozostaje, poczciwy zjadaczu chleba, jak tylko znać dobroć Boga, który dał mi moc Życia dla ciebie”.