Rodzice darem Boga

patron-rodzin-sw-jan-pawel-iiGdy odmawiamy 10 Przykazań Bożych, zauważamy że Bóg-Jahwe poprzez Mojżesza poucza nas, jak mamy traktować Jego samego i człowieka.  Trzy pierwsze przykazania zobowiązują nas do oddania czci Bogu. Czwarte Przykazanie Boże, czyli pierwsze po przykazaniach odnoszących się do Boga, nakazuje nam szacunek  dla rodziców. Dlatego rodzice i wspólnota jaką oni tworzą ze swoimi dziećmi, a więc rodzina, jest na tym świecie dla Pana Boga najważniejszą sprawą. Z woli Boga oparta na prawie naturalnym rodzina powinna być uznana za najważniejszą i najcenniejszą wspólnotę ludzką.

Nowożeńcy zakładając rodzinę ślubują sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz trwanie razem aż do śmierci. Inaczej mówiąc akceptują swoją inność i z pomocą Chrystusa gotowi są dobrowolnie do poświęcania się na rzecz dobra poślubionej osoby i dzieci. Bóg przez naturę w ludzką wspólnotę wpisał się w życie rodziny bardzo czytelnie, konkretnie. Od niego pochodzą imiona: mężczyzna i kobieta (zobacz-ST), mąż i żona (NT), ojciec i matka (Kościół).  Natomiast szatan, zyskujący w dzisiejszej epoce duży aplauz, chce zburzyć jej naturę, zadanie i porządek moralny. Zachęca ludzi do przyjęcia i zastosowania różnych ideologii, aby miedzy ludźmi mogły funkcjonować takie związki, jak: dwie kobiety, dwaj mężczyźni lub inne, aby były tylko różne od zaplanowanego związku  przez Pana Boga.

Zauważa się, że rodzina w ostatnich czasach jest szczególnie zagrożona. Niektóre instytucje publiczne i osoby prywatne, wszyscy ci, którzy obligatoryjnie powinni troszczyć się o nią, wszelkimi sposobami działają w tym kierunku, aby dokonać jej osłabienia a nawet  zniszczenia. Nikt z nich nie zdaje sobie sprawy, a może nie chce znać, że osłabiając i niszcząc rodzinę, zniszczy fundament naszego społeczeństwa, naszego państwa, chrześcijańskiej kultury europejskiej. Dlatego zwołany papieża Franciszka Synod w Rzymie na października tego roku poświęcony został rodzinie i problemom z nią związanych. Dla przykładu i zachęty dla wielu małżonków w niedzielę, 18 października, podczas trwającego w Watykanie Synodu Biskupów poświęconego rodzinie, zostali kanonizowani Maria Zelia i Ludwik Martin, rodzice św. Tereski od Dzieciątka Jezus,

Ludwik Józef Stanisław (Louis Joseph Stanislas) Martin (22.08.1823-29.07.1894) urodził się w Bordeaux, a Zelia Maria (Zélie [lub Azélie] Marie) z domu Guèrin (23.11.1831-28.08.1877) pochodziła z Gandelain – miejscowości na przedmieściach Saint-Denis-sur-Sarthon w północno-zachodniej Francji. Ludwik był synem kapitana wojska francuskiego. Wychowany w głębokiej wierze, początkowo chciał nawet wstąpić do zakonu, ale uniemożliwiła mu to nieznajomość łaciny. Przez pewien czas mieszkał w Paryżu, ale niebawem wrócił do rodziców w Alençon, gdzie otworzył zakład zegarmistrzowsko-jubilerski. Pracę łączył z  działalnością dobroczynną. Dnia 13 lipca 1858 poślubił Zelię Guèrin, która – jak sama później wyznała – gdy po raz pierwszy spotkała go na ulicy, usłyszała głos wewnętrzny, iż „to ten, którego przygotowałem dla Ciebie”.

Zelia była ładną i mądrą dziewczyną, której ojciec również był żołnierzem, a później żandarmem. Miała słaby kontakt z własną matką, dobrze natomiast rozumiała się z bratem i siostrą. We wczesnej młodości chciała wstąpić do klasztoru, ale tamtejsza przełożona, kierując się doświadczeniem, odradziła dziewczynie zbyt szybką decyzję w tym zakresie. Później Zelia nigdy już tego nie żałowała. Była osobą przedsiębiorczą i już w wieku 20 lat założyła własne przedsiębiorstwo. Ona także, podobnie jak jej mąż i wraz z nim, dzieliła pracę zawodową z głębokim życiem wewnętrznym i pobożnością oraz z pełnieniem dzieł miłosierdzia wobec potrzebujących.

Oboje małżonkowie doczekali się łącznie dziewięciorga dzieci, urodzonych w latach 1860-73, z których najmłodszą była ta, która najbardziej rozsławiła rodzinę – św. Teresa od Dzieciątka Jezus. Niestety, z całej tej gromadki potomstwa czworo, w tym dwóch chłopców, zmarło w bardzo młodym wieku. Te, które przeżyły – same córki – zostały zakonnicami i doczekały, poza św. Teresą, sędziwego wieku prawie 90 lat. Radości i smutki, związane z narodzinami, przedwczesnymi zgonami i wychowaniem dzieci, naznaczyły w największym stopniu życie państwa Martin. W domu panowała pogodna atmosfera, dzieci były wychowywane w duchu bardzo religijnym, ale bez przesady a tym bardziej fanatyzmu. Jak wynika z listów Zelii do jej męża, była ona osobą o głębokim życiu duchowym, a przy tym z dużym poczuciem humoru. Potrafiła z dystansem, a nawet pewną ironią odnosić się nawet do wydarzeń religijnych, gdy np. oceniała w jednym z listów słaby poziom rekolekcji w ich parafii. Choroba nowotworowa doprowadziła do jej śmierci w wieku niespełna 47 lat. Ludwik bardzo przeżył odejście małżonki. Nadal wiele czasu poświęcał wychowaniu córek i pełnieniu dzieł miłosierdzia. Gdy jednak najmłodsza, Tereska wstąpiła, podobnie jak starsze siostry, do klasztoru, po kilku miesiącach zaczęła się w nim rozwijać choroba psychiczna, na którą z przerwami cierpiał już do końca życia. W okresach między kolejnymi jej nawrotami sam opiekował się chorymi. Heroizm codziennego życia i piękny przykład miłości i zrozumienia między rodzicami były najlepszą szkołą wychowania dla ich dzieci. Najmłodsza z nich, Teresa, późniejsza wielka święta, patronka misji i doktor Kościoła, napisała o swych rodzicach, że byli oni „godni bardziej nieba niż ziemi”.

Abp Hoser, ordynariusz warszawsko-praski przypomniał, że matka św. Teresy zmarła, gdy ta była zupełnie malutką dziewczynką. Ojciec więc był dla niej „jednocześnie ojcem i matką”. ( Por. historię Karola Józefa Wojtyły, późniejszego papieża Jana Pawła II). Teresa nazywała go swoim królem. Była nim zachwycona, była w niego zapatrzona, a on zawsze lepiej wypadał na tle innych mężczyzn i ojców. Dzieci się bawiły w świętych, wyobrażały sobie, jak się żyje w niebie – opowiadał. „Na Synodzie mówimy bez przerwy o podmiotowości rodziny, że rodzina jest miniaturowym Kościołem misyjnym, że jest przeznaczona do tego, by promieniować swoim szczęściem rodzinnym, tym, czym żyje, na swe najbliższe otoczenie, ale też by oddziaływać na społeczeństwo i na Kościół, dla którego jest podstawową strukturą” – wskazał delegat Konferencji Episkopatu Polski na zgromadzenie synodalne, przypominając, że również Syn Boży urodził się w rodzinie.

Według nauki Kościoła Rzymskokatolickiego w planie Bożym mężczyzna i niewiasta łączą się w związek sakramentalny. Jego cechami są: jedność ( jeden mężczyzna z jedną kobietą) i nierozerwalność (aż do śmierci). Tak więc według planu Bożego, rodzice mają za zadanie poddawać dzieci Bożemu błogosławieństwu przez otoczenie ich czułą i mądrą, wymagającą miłością oraz doprowadzenie do spotkania z Bogiem. Od momentu chrztu dokonują tego poprzez przygotowanie do I Komunii św., Sakramentu Pokuty i Sakramentu Bierzmowania, który to wprowadza ich dzieci w dorosłe chrześcijańskie życie. Aby wiarę  swoją prywatnie i publicznie wyznawali, według niej żyli i jeżeli zaistnieje potrzeba, bronili jej.

W planie zaś szatana  i działających z nim współcześnie ludzi, szczególnie fanatyków ideologii gender, małżonkowie sakramentalni są  rozdzielani, zachęcani do cudzołóstwa i braku szacunku dla natury-własnej płciowości. Ci niby „nowocześni” preferują „luźne związki” z kimkolwiek lub nawet z czymkolwiek. W niewyobrażalny sposób odbija się to  na potomstwie, bo albo się je zabija, morduje lub demoralizuje.  Poza tym niszczy cywilizację i jej kulturę, która została wypracowana z tak wielkim wysiłkiem poprzez stulecia. Takie diabelskie poczynania, św. Jan Paweł II, już w latach 90 ubiegłego stulecia nazwał „cywilizacją śmierci”.  Powołując się na tego Świętego Człowieka trzeba, że „naród, który zabija własne dzieci, jest narodem bez przyszłości” (JPII).