Uczynki miłosierne względem duszy: 2. Nieumiejętnych pouczać.

W Starym testamencie w Księdze Ezechiela czytamy: „A gdy upłynęło siedem dni, Pan skierował do mnie to słowo: «Synu człowieczy, ustanowiłem cię stróżem nad pokoleniami izraelskimi. Gdy usłyszysz słowo z ust moich, upomnisz ich w moim imieniu. Jeśli powiem bezbożnemu: „Z pewnością umrzesz”, a ty go nie upomnisz, aby go odwieść od jego bezbożnej drogi i ocalić mu życie, to bezbożny ów umrze z powodu swego grzechu, natomiast Ja ciebie uczynię odpowiedzialnym za jego krew. Ale jeślibyś upomniał bezbożnego, a on by nie odwrócił się od swej bezbożności i od swej bezbożnej drogi, to chociaż on umrze z powodu swojego grzechu, ty jednak ocalisz samego siebie. Gdyby zaś sprawiedliwy odstąpił od swej prawości i dopuścił się grzechu, i gdybym zesłał na niego jakieś doświadczenie, to on umrze, bo go nie upomniałeś z powodu jego grzechu; sprawiedliwości, którą czynił, nie będzie mu się pamiętać, ciebie jednak uczynię odpowiedzialnym za jego krew. Jeśli jednak upomnisz sprawiedliwego, by sprawiedliwy nie grzeszył, i jeśli nie popełni grzechu, to z pewnością pozostanie przy życiu, ponieważ przyjął upomnienie, ty zaś ocalisz samego siebie» Ez, 3.16-21. Pouczać, to pomóc grzesznemu zawrócić z grzesznej drogi życia, nauczyć go czegoś nowego i dobrego.

  1. Kim są nieumiejętni.

To ci, którzy nie potrafią się wypowiedzieć, przy czym chodzi tu nie tylko o mowę, ale również o wszelkie inne sposoby wyrażania siebie i wchodzenia w łączność z innymi. W innym rozumieniu nieumiejętny to ten, który stoi na początku drogi i oczekuje, że ktoś go poprowadzi. Stanąć przed Bogiem jako nieumiejętny – oto właściwa postawa chrześcijanina. Przeważnie bywa inaczej: próbujemy iść przez życie o własnych siłach, licząc na swoją wiedzę, doświadczenie, walory, nie siląc się na to, by pokładać nadzieję przede wszystkim w Bogu, by w Nim szukać rozwiązania życiowych dylematów. Nie jest łatwą rzeczą przybrać przed Bogiem postawę prostaczka, który nie żyje po swojemu, lecz daje się prowadzić za rękę, czyli postawę żywej wiary.

Gdy chodzi o zdobycie Bożej mądrości, to człowiek ciągle pozostaje na poziomie ucznia, jest stale w drodze. Każdy w jakimś wymiarze swojej egzystencji potrzebuje pouczenia, bo jest nieumiejętny, bo nie potrafi postępować według Bożego zamysłu. Potrzebuje nade wszystko łaski Boga, która go oświeci, umocni, a Ten z kolei często wybiera kruche ludzkie naczynia, by tę łaskę objawić drugiemu, by go pouczyć.

Szczególnie żyzną przestrzenią dla realizacji tego uczynku miłosierdzia jest rodzina. Już w Starym Testamencie zadanie nauczania o rzeczach Bożych w sposób szczególny spoczywało na ojcu rodziny, który był zobowiązany swoim dzieciom, przekazać zasadnicze elementy wiary. Jeszcze nie tak dawno dziadkowie i rodzice uczyli dzieci głównych prawd wiary oraz podstawowych praktyk religijnych: znaku krzyża i tak nieodzownej modlitwy, jak Ojcze Nasz, Zdrowaś Maryjo, Wierzę, Aniele Boży, Wieczny odpoczynek. Ten rodzaj rodziców i dziadków dziś już jest niemal na wymarciu, a niewiedza i indyferentyzm religijny w zatrważającym tempie się szerzą. Palącą potrzebą jest więc gorliwe spełnianie drugiego uczynku miłosierdzia co do duszy – nieumiejętnych pouczać. Tymi, do których możemy kierować słowa pouczenia, są nie tylko chrześcijanie w ramach naszej wspólnoty parafialnej oraz ci, którzy z jakichś przyczyn ustali na tej drodze, ale także ci, co nigdy jeszcze nie słyszeli Dobrej Nowiny. Tym samym dotykamy tutaj misyjnej roli Kościoła pragnącego zbawienia każdej duszy, by pouczać tych, co są niewiedzący.

  1. W imię kogo pouczać.

Jezus powiedział w momencie wniebowstąpienia: „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody… Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem” (Mt 28, 19–20). Zadanie to nie tyczy się tylko biskupów, kapłanów, diakonów i osób konsekrowanych, ale całego ludu Bożego. Św. Paweł mówi: „Wszystkim zaś objawia się Duch dla wspólnego dobra, i ponieważ wszyscy stanowimy w Chrystusie jedno ciało, żeby poszczególne członki troszczyły się o siebie nawzajem” (1 Kor 12,7.25)4. Oczywiście sposób jego realizacji będzie odmienny dla każdego, w zależności od otrzymanych darów i talentów. Nawzajem dla siebie możemy być nauczycielami, dzieląc się światłem wiary otrzymanym od Boga.

  1. Kiedy pouczać.

Wykonanie tego uczynku miłosierdzia jest realne tylko w sytuacji, gdy ktoś chce się uczyć. Całe życie mamy mnóstwo możliwości, by zdobyć mądrość, by posiąść umiejętności, które zmienią jakość naszego życia. Nie chodzi tu o przeczytanie niezliczonej ilości książek, o wiedzę akademicką dającą niektórym wysokie mniemanie o sobie, lecz o szczególny dar, dar mądrości i umiejętności przejawiający się w naszym przeżywaniu egzystencjalnych kwestii, jak np. cierpienia, choroby i umierania. Tutaj po wielekroć potrzebujemy cierpliwych nauczycieli, krzewiących postawy pracowitości, odwagi i dobroci, którzy swoim przykładem tworzą klimat rodzący w innych pragnienie zdobywania mądrości. Nauczać skutecznie można tych, którzy pytają i pragną zgłębić daną prawdę wiary czy rozwiązać konkretny problem. Nieumiejętnych pouczać – to przede wszystkim pomagać ludziom żyć wiarą, pomagać im wierzyć. Zapewne, do tego procesu należy nauka wiary, ale nie jako abstrakcyjna wiedza, ale jako znajomość prawd wiary, które mają pomóc zrozumieć tajemnice Boga i tajemnice naszego życia, naszego stosunku do Boga.

  1. Jak pouczać.

Nade wszystko nauczanie ma być odpowiedzią na konkretne wyzwania chwili stawiane przed całymi narodami, jak i poszczególnym osobami. Trzeba zapobiegać pogłębiającemu się rozdźwiękowi między Ewangelią a kulturą, która była od zawsze nośnikiem wartości a obecnie staje się miejscem walki z Kościołem. W obecnych czasach odpowiedzią na palące i ciągle aktualne wezwanie, by nieumiejętnych pouczać jest podjęcie dzieła ewangelizacji, które ma budzić wiarę i służyć jej rozwojowi, prowadzić do nawrócenia, przyczyniać się do budowy Kościoła oraz pomagać ludziom w osiąganiu zbawienia. Bo skoro ochrzczony stał się uczniem Jezusa, to jest zaproszony do tego, aby wydawać owoce i stawać się świadkiem – nauczycielem dla innych. Tę prawdę o Bogu, Ojcu bogatym w miłosierdzie i Jego Synu, w którym jest nasze zbawienie, można głosić na różne sposoby. Konieczne przy tym jest szukanie powiązań między przekazywanymi treściami a problemami z jakimi boryka się współczesny człowiek. To ściśle koresponduje z wezwaniem Jezusa do tego, aby dzieło nauczania nie miało tylko intelektualnego wymiaru, ale dotykało sfery woli wpływającej na kształtowanie się naszych postaw życiowych. Wtedy odkrywa się piękno nauki chrześcijańskiej, nie jako nauki abstrakcyjnej, lecz jako drogi prowadzącej do prawdziwego życia.

To głoszenie Boga i nauczanie Jego dróg, to tak naprawdę nauka życia wiarą, to lekcja, którą sami wcześniej przeżyliśmy, a teraz tylko dzielimy się jej bogactwem. To zadanie jest dla Kościoła, dla każdego z nas nie lada wyzwaniem: ukazywać miłosierdzie jako drogę życia, która pozwala zobaczyć niezmierzoną dobroć Boga. Wymaga to odkrycia, że wiara chrześcijańska wiedzie do autentycznego życia i miłosiernego traktowania siebie i innych.